
Rodzic: języka nie można nauczyć się bezboleśnie. To musi być ciężka praca, najlepiej po kolei i systematycznie. I oczywiście od podstaw. Prawda?
Anglista: NIEPRAWDA!
A przynajmniej: nie do końca prawda. Wezwanie do systematycznej nauki trudno wprawdzie zganić, znam nawet kilku takich, którzy naprawdę z werwą zabierają się do nauki angielskiego czy innego języka obcego w ramach każdych postanowień noworocznych. I zaczynają od zakupu kolejnego samouczka, repetytorium gramatycznego, ewentualnie kolejnego kursu na CD, DVD czy w Internecie. Ogromna większość tych szczytnych skądinąd zamiarów pali na panewce, książki i płyty obrastają kurzem, a w człowieku rośnie poczucie frustracji i zawiedzionych nadziei. Dobrze to znamy…
Problem tkwi w tym „ugruntowywaniu podstaw języka”. W praktyce oznacza to zazwyczaj próby pamięciowego opanowania kolejnych reguł gramatycznych i licznych wyjątków, a następnie żmudnego wykonywania serii ćwiczeń w tej czy innej formie. Co w tym złego? Na pozór nic, tyle że zapału wystarcza na ogół na nie więcej niż kilka tygodni co najwyżej. A dlaczego? W dużej części dlatego, że czujemy niemożliwy wręcz do pokonania dystans między odmianą czasownika ‘to be’ w kolejnych czasach a powiedzeniem czegoś sensownego i skutecznego po angielsku wtedy, gdy akurat jest okazja.
Poza tym naprawdę rzadko się zdarza obecnie spotkać dorosłego człowieka, który tych obezwładniająco nudnych ćwiczeń gramatycznych kiedyś już nie próbował robić i który nie widział nigdy form am/ is /are/ were/ was w tym czy innym kontekście. Innymi słowy, prawdziwych początkujących w przypadku języka angielskiego jest naprawdę niewielu! Większość z tych, którzy po raz kolejny próbują porządnie zabrać się wreszcie za angielski, to nie ludzie, którzy nie mają żadnego pojęcia o podstawowych strukturach gramatycznych i słówkach. To raczej ci, którzy „mają lęk przed mówieniem”, ludzie z blokadą, lękiem przed użyciem języka. Mówiąc brutalnie, to ofiary źle pojętego perfekcjonizmu, postawy „szklanki do połowy pustej”, czyli przekonania, że lepiej się w ogóle nie odzywać, jeśli miałoby się popełnić błąd językowy. Bo to przecież nie wypada, może nawet wstyd…
Otóż wypada! I nie żaden wstyd, lecz naprawdę szkodliwe założenie. Próbuje z nim walczyć od ponad dekady Rada Europy w projekcie Common European Framework (popularnie nazywanym w skrócie „CEF”), podkreślając wagę i wartość tzw. „kompetencji cząstkowej”. W wielkim uproszczeniu to wezwanie, by przede wszystkim mówić i się nie bać. Bo jeśli strach przed popełnieniem błędu zaciska ci gardło i nie pozwala powiedzieć słowa po angielsku na ulicy, w hotelu, w firmie czy w pubie, to zamiast podejmować ryzyko skazujesz się z góry na porażkę, bo po prostu nawet nie próbujesz! I kolejna świetna okazja ulatuje.
Już słyszę: „ale przecież ja na pewno zrobię błąd, zapomnę o końcówce albo o przedimku”. I co z tego ?? Warto uświadomić sobie jedno: jeśli nasz rozmówca nie jest akurat nauczycielem angielskiego, to on lub ona wcale nie słucha tego jak mówimy, tylko co mówimy, próbuje przede wszystkim się dogadać. Sukces w użyciu języka obcego poza klasą językową nie opiera się na perfekcji, lecz skuteczności. I wygrywa ten, kto zamiast się bać, próbuje, a jeśli trzeba miesza wszystkie znane mu w większym lub mniejszym stopniu języki obce, bo liczy, że któraś próba wreszcie zakończy się sukcesem, czyli np. uzyskaniem informacji, w którą stronę skręcić, ile kosztuje danie główne, albo że pokój został zarezerwowany na kolejną dobę.
I jeszcze jedna istotna kwestia. Według ostrożnych szacunków liczba użytkowników angielszczyzny na świecie osiągnęła prawie 2 miliardy, z czego tylko ok. 400 milionów to tzw. native speakerzy (Brytyjczycy, Amerykanie, Australijczycy i inni rodzimi użytkownicy). Czyli na jednego „native’a” przypada … czterech nie-rodzimych użytkowników. Mówiąc jeszcze inaczej: użytkownicy rodzimi są w zdecydowanej mniejszości! Świat mówi po angielsku wiec angielski staje się na naszych oczach (i w naszych uszach) językiem światowym. A to oznacza, że dramatycznie rosną akcje skuteczności, a na łeb na szyję leci kurs poprawności…
Cała sztuka w tym, by nauczyć się próbować mówić i dostrzegać sukces, u siebie i innych. Mówiąc raz jeszcze językiem projektu Common European Framework, każdy akt użycia języka obcego to akt uczenia się go. I na odwrót, każde prawdziwe uczenie się odbywa się poprzez akty użycia, czyli poprzez próby komunikacji. Wkuwanie list czasowników nieregularnych i zasad użycia przedimka „the” niewiele tu pomoże. A zatem, odpowiadając na pytanie „to be or not to be?” mówimy oczywiście „NOT to be!” a zamiast tego „to DO!”.
Grzegorz Śpiewak
czytaj więcej na:
Autorką ilustracji zamieszczonych w tekście jest Magdalena Wójcik © deDOMO Education sp.j.
Ha, kto tego nie wie .... moje pytanie brzmi, jak to zmienić? Jak zmienić nastawienie tych wszystkich dorosłych, którzy się nie odezwą, póki nie są pewni, że nie popełnią błędu? Czy ma pan jakieś pomysły?
Każdemu członkowi klubu The Teacher oferujemy dostęp do poszczególnych artykułów archiwalnych magazynu The Teacher oraz pełnych wydań magazynu Modern English Digest. Serdecznie zapraszamy do korzystania z naszego archiwum.
Przejdź do archiwumZostań członkiem klubuadres: Białobrzeska 15/21 02-370 Warszawa
telefon /22/ 425 19 44 fax: /22/ 213 84 40
e-mail: redakcja@teacher.pl lub office@teacher.pl
· Copyright © 2011 The Teacher ·
Dodaj komentarz
* = wymagane pole