The Teacher 187

64 The Teacher  1-2 (187) 2022 Young Learners Wiedzą to doskonale twórcy Duolingo i innych popularnych aplikacji. To, co miliony użytkowników wręcz uzależnia od korzystania z nich to całe góry „marchewek” – pozytywnie brzmiący dźwięk po każdym poprawnie wpisanym czy przetłumaczonym słówku czy uzupełnionej frazie, komentarze typu „Excellent!”, „Amazing!” czy „Perfect!” po każdym ukończonym ćwiczeniu, ciągle przyrastająca liczba punktów premiowych i w konsekwencji coraz lepsza pozycja w rankingu uczących się na danym poziomie, itd. A do tego jeszcze powiadomienia od znajomych korzystających z apki, którzy co dzień czy dwa gratulują mi pokonania kolejnego progu, zdobycia wirtualnej *korony* czy awansowania do wyższej *ligi*. I uwaga – są tam same „marchewki”. Żadnych „kijów”. No chyba, że za „kij” uznamy ryzyko utraty już zdobytych wirtualnych bonusów. Ale na to może narazić tylko i wyłącznie … przerwanie nauki w aplikacji. Bo jeśli z niej korzystamy, to nie sposób czegokolwiek „nie zdać”! Ewentualny błąd skutkuje jedynie tym, że niepoprawnie wykonane zadanie algorytm podsunie nam za chwilę do ponownego wykonania. To wszystko wydaje się tak proste, że wręcz nieco naiwne. A jednak działa – na miliony nastolatków i dorosłych.Najwyższazatempora, żebyzdobrodziejstw tak pomyślanego mechanizmu pozytywnego bodźcowania skorzystali także najmłodsi. Tym bardziej, że – jak pokazuje ogólnoświatowy sukces MacDonaldowego Happy Meal’a – mało co tak cieszy dzieciaki, jak zbieranie choćby małych nagród. Byle tylko było ich dużo i pojawiały się często. Zadziałają wszelkie naklejki, pieczątki czy uśmiechnięte buźki, ale także słowne pochwały (Well done! , Great!) czy „piątka” przybita z dorosłym na podkreślenie kolejnego małego sukcesu. Zarówno w przedszkolu jak i w domu. Dwujęzyczność: dlaczego i w przedszkolu i w domu ? W świetle tego, co tu zostało powiedziane, wniosek może być tylko jeden: nowoczesna edukacja językowa dla przedszkolaków to zadanie nie tylko dla anglistów! Po to, żeby maluszki naprawdę rozgadać po angielsku, potrzebujemy wszystkich ważnych dorosłych, zwłaszcza wychowawczynie oraz rodziców i opiekunki. Tyle że ci superważni ‘Duzi’ wymagają odpowiedniego, przemyślanego programu i wsparcia, zarówno językowego jak i dydaktycznego. I oczywiście pomocy dydaktycznych, stworzonych z myślą o ‘wychowaniu dwujęzycznym’ – naturalnemu, niespiesznemu oswajaniu maluszków (i samych dorosłych) z kluczowymi słówkami i zwrotami do codziennej komunikacji, wktórej angielski funkcjonuje równolegle do polskiego. Co ciekawe, tak pomyślana edukacja językowa odpowiada wprost na postulaty zawarte w najnowszej podstawie programowej dla edukacji przedszkolnej, a jednocześnie stanowi praktyczne przełożenie najnowszych koncepcji w metodyce, w tym zwłaszcza tzw. Translanguaging. Szczegóły w kolejnym odcinku. Co to oznacza w uczeniu (się) języka? Dajmy uczniowi, zwłaszcza na początku, jak najwięcej małych, łatwych zadań, po to, żeby z całą pewnością mu/ jej się udało! A jakie powinny być te zadania? Na to pytanie odpowiedziałem już ponad dekadę temu, tworząc metodę deDOMO (można o niej przeczytać np. w przewodniku „Angielski dla Rodziców”). Ich łatwość polega po pierwsze na tym, że kryterium doboru jest użyteczność danego słówka czy zwrotu w codziennej komunikacji. I najlepiej, jeśli te słówka i zwroty będą stanowić w pełni zrozumiałe jako całość i gotowe do natychmiastowego użytku komunikaty, tak jak je opisał George Woolard w fenomenalnej książce „Messaging. Beyond the Lexical Approach”. A po drugie, ułatwiamy uczniowi zadanie, świadomie i konsekwentnie zawężając liczbę jednostek języka, po to, by uczeń – zwłaszcza bardzo mały – mógł się z nimi naprawdę w pełni oswoić. TAK – ma być CZĘSTO A najlepiej: jeszcze częściej! I to z dwóch, powiązanych ze sobą ale różnych powodów. Powód pierwszy to wspomniane pod koniec poprzedniego akapitu oswajanie z kluczowymi słówkami i zwrotami w języku obcym – po to, by stopniowo stawały się coraz mniej „obce” a coraz bardziej własne, podobnie jak to się dzieje w przyswajaniu języka ojczystego w warunkach domowych (o czym piszę od lat w ramach koncepcji deDOMO). Powód drugi zaś to oczywisty skądinąd fakt, że sprawne posługiwanie się danym zwrotem czy słówkiem wymaga wielokrotnego „przepuszczenia” go przez usta, aż przywołanie go z pamięci stanie się bezwysiłkowe i odruchowe. Innymi słowy, rację ma Charles Duhigg, pisząc w znakomitej „Sile nawyku” o kapitalnym znaczeniu tworzenia pozytywnych nawyków, gdy uczymy się jakiejkolwiek istotnej umiejętności. I właśnie tak proponuję podejść do edukacji językowej naszych najmłodszych. Tu jedna bardzo istotna kwestia: tej pożądanej częstotliwości użycia nie da się skomasować i ograniczyć do krótkich, kilkudziesięciominutowych bloków. Dla tworzenia i podtrzymania pozytywnego nawyku kluczowe jest rozciągnięcie w czasie, tak aby powiązać użycie anglojęzycznych komunikatów z wszystkimi sytuacjami, w jakich znajduje się mały uczeń i w przedszkolu i w domu. TAK – ma być MARCHEWKA O mechanizmach motywacyjnych w uczeniu (się) języka obcego myślę i piszę od ćwierć wieku. I wiem jedno: gdy ktoś uczy się czegoś, czego nie ma szans wykorzystać przez długie miesiące (o ile nie lata), motywacji wewnętrznej do tego nie ma prawa mieć. Niezależnie od wieku ucznia. Pomóc może wtedy – i to bardzo – „marchewka”, czyli motywacja zewnętrzna. Przynajmniej na początku przygody z nowym językiem, który – zgodnie z jego nazwą – jest rzeczywiście obcy. A przez to trudny. I sam w sobie radości raczej nie sprawia. Chyba że wysiłek będzie zauważany i doceniany. Nieustannie! ❯❯❯

RkJQdWJsaXNoZXIy NjE0MzI=